Mam dość !

Patrzysz na mapę, widzisz Portugalię i twoje pierwsze skojarzenie to ciepło, drinki w cieniu palmy i imprezy do rana. Latem na pewno, jesienią też będzie fajnie, a później nadchodzi zima… Grudzień, styczeń, luty, marzec, kwiecień… i gdzie to obiecane ciepło?

CostaNovaVillage2

Okazuje się, że mimo iż temperatura nie schodzi poniżej 5 stopni Celsjusza, a zazwyczaj oscyluje między 10-14 stopni, jest Ci zimniej, niż w Polsce. Dlaczego? Większość domów
w Portugalii nie ma izolacji cieplnej, ani centralnego ogrzewania. O ile z brakiem centralnego ogrzewania można by było poradzić sobie przy pomocy elektrycznego grzejnika, to zaraz powiem Ci, dlaczego to nie ma sensu.
Po pierwsze: prąd jest bardzo drogi, a po drugie – nie ma izolacji cieplnej, więc twoje nagrzane za duże pieniądze powietrze zniknie tak szybko, jak się pojawiło. W ciągu dnia nie jest źle, na zewnątrz nie jest tak zimno, najciekawiej jest, gdy czujesz, że na zewnątrz jest cieplej, niż w domu i cały dzień wietrzysz, żeby wpuścić ciepłe powietrze. Zimno najbardziej doskwiera nocą.

Przez te miesiące oczywiście wypracowujesz sobie system – taki survival guide jak przetrwać noc.

Co zrobić, aby nie zamarznąć? Pierwszy zakup to polarowa piżama i ciepłe skarpetki.

step1

Jednak okazuje się, że polarowa piżama nie wystarcza? Czas, żeby założyć zwykłą piżamę
i zwykłe skarpetki pod polarową piżamę.

Nadal zimno? Załóż czapkę, szalik i rękawiczki…

step2

Jeszcze nie to? Twoim zbawieniem będzie termofor.

step3

Nie masz termoforu? Możesz użyć słoików lub butelek z ciepłą wodą albo zakupić termofor…

Mam więc dość mojej polarowej piżamy, termoforu i podwójnych skarpetek do spania… Na szczęście powoli zbliżamy się do czasu, kiedy to wszystko nie będzie już dłużej potrzebne
i znowu wybierzemy się wypić wino na plaży…

A na koniec kilka zdjęć z naszej małej wycieczki do Aveiro i  Costa Nova Village 🙂

Aveiro6

Aveiro1

Aveiro3

Aveiro5

Aveiro4

Aveiro

Aveiro2

Pozdrowienia,

Ola i Dominika

Trzy dni w stolicy [FOTORELACJA]

Nadszedł czas na pokazanie stolicy Portugalii. Panie i Panowie – Lizbona!

Czyli telegraficzny skrót z naszej 3-dniowej wycieczki 😉

Po przeanalizowaniu kosztów podróży zdecydowałyśmy się na przelot samolotem z Porto do Lizbony, co okazało być się zaskakująco tanie w porównaniu do podróży autobusem. Sam lot trwa godzinę i kosztował nas 9.99euro(w jedną stronę).

Dzień pierwszy zaczęłyśmy od zwiedzania pobliskich miejscowości (Estoril, Cascais i Sintra). Wypożyczenie auta (fiat punto) z kartą ESN kosztowało nas łącznie z ubezpieczeniem 37 euro. Koszty benzyny przy umiarkowanej jeździe zamknęły się w 10 euro. Planując trasę należy pamiętać, że niektóre autostrady w Portugalii są płatne. Jednak w naszym przypadku opłaty te wyniosły zaledwie trzy euro, więc nie są to wygórowane stawki.

Długo zastanawiałyśmy się, jak rozwiązać kwestię zakwaterowania podczas naszej trzydniowej wycieczki. Sprawdzałyśmy ceny hosteli, ale ostatecznie zdecydowałyśmy się zamieścić na facebookowej stronie Erasmusa ogłoszenie. Napisałyśmy, że w Lizbonie szukamy kogoś, kto przenocuje nas dwie noce, a w ramach zapłaty możemy przenocować tak odważną osobę u nas w Porto 😛

Screenshot

Dzień 1

Po przylocie wypożyczyłyśmy samochód, żeby obejrzeć okolicę 🙂

Zaczęliśmy od Estoril, czyli turystycznego miasteczka oddalonego 25 km od Lizbony. Znajduje się tam jedna z najpiękniejszych plaż. Miasto ma do zaoferowania wiele atrakcji.

Następny punkt naszej podróży to Cascais, które także dzięki swoim bajkowym widokom naprawdę zapadło nam w pamięć. Casa de Santa Maria i latarnia morska są naszym zdaniem widokiem idealnym na pocztówkę. Cytadela i diabelski młyn oraz budynek muzeum Castro Guimarães możecie zobaczyć na zdjęciach poniżej.

Wąskie, ale niezwykle urokliwe uliczki i wspaniałe zabytki rozłożone na wzgórzach to Sintra, czyli ostatnie miejsce odwiedzone pierwszego dnia. Na fotografiach  Palacio do Pena.

Dzień 2

Dzień drugi w całości poświęciłyśmy na oglądanie Lizbony.

20151129_122311.jpg

Przed wejściem do naszego miejsca zamieszkania w Lizbonie 🙂

Kolejny punkt wycieczki: spacer nad rzeką Tag,placa do commercio, stare miasto i „dom Fado”

Tramwaj 28- zabytkowa linia tramwajowa przebiegająca przez najstarszą część miasta.

lizbona

Dzień 3

Widok na Lizbonę z punktu widokowego i wieży zamku świętego Jerzego:

20151130_161704

Zamek św. Jerzego

20151130_142800

Winda Santa Justa – jeden z symboli Lizbony

Rossio, spacer i… Oooo, pomarańcze (bo właśnie teraz jest sezon i drzewa są pełne pomarańczy, mandarynek i cytryn).

Czas na Ginijinha com copo de chocolate… ( potocznie ujmując wiśniowa nalewka podana w czekoladowym kieliszku )

20151130_154609

Pozdrawiamy ze słonecznej Portugalii,

Ola i Dominika

Wybuduję hotel…

Ostatnio na zajęciach pewien Profesor powiedział nam, że
w większości miejsc na świecie myśl „Wybuduję hotel” od samej budowy, która jest stosunkowo krótka, dzieli mniej więcej trzy letni proces projektowania. W Portugalii proces projektowania skrócony jest do minimum, co skutkuje długą i chaotyczną budową. Słowa profesora zainspirowały nas do napisania tego posta.

12231312_959432147436447_1750063671_n

Jest wiele różnic między Portugalią, a Polską i nie chodzi mi o klimat, czy architekturę. Myślę raczej o podejściu do życia. Zaraz po przyjeździe tutaj zdałam sobie sprawę, że w Polsce wszyscy bardzo się spieszymy, przejmując i stresując się dosłownie wszystkim.

„Nie ma pośpiechu”

Portugalczycy nie mają w zwyczaju się spieszyć i tyczy się to chyba niemal wszystkiego, nie ważne, czy chodzi o punktualne przyjście na zajęcia (nawet profesorowie rzadko przychodzą punktualnie i chyba tylko przez przypadek), rozkład autobusu (rozpisany na 5 różnych opcji, a autobus i tak przyjedzie inaczej niż powinien), załatwianie dokumentów (termin do końca tygodnia? Nie przejmuj się – jak zrobimy to damy znać… Mamy czas).

„Nie przejmuj się”

Słowa, które na początku załatwiania formalności, gdy goniły nas terminy słyszałam wiele razy.  Po prostu nie ma sensu się stresować, zawsze jest czas na rozwiązanie problemu we własnym tempie, a pewnych rzeczy nie da się przyspieszyć, więc kto by się przejmował?

Studiując w Polsce przyzwyczaiłam się do tego, że dużo trzeba zrobić samemu w domu, a wykładowcy raczej nie mają zwyczaju dogłębnie wyjaśniać rzeczy, które są dla nich oczywiste, nawet jeśli ty pierwszy raz o tym słyszysz. Tutaj mimo, że  może nie spędzamy całych dni na uczelni, każdy przedmiot ma tyle godzin, że niemal wszystko jesteś w stanie zrobić na zajęciach, a prowadzący odpowiada na każde najgłupsze pytanie, nawet jeśli oznacza to, że będzie musiał wytłumaczyć coś po raz trzeci w ciągu ostatnich dwóch godzin.

Pisząc tego posta zdałam sobie sprawę, że właśnie minęły dwa miesiące naszego pobytu w Porto. Moje podejście do wielu spraw już się zmieniło, nauczyłam się, że nie ma sensu się wszystkim przejmować i czasem nie warto się spieszyć .

W Polsce już zimno, a do nas wróciła ładna pogoda, którą postanowiłyśmy się z Wami podzielić 🙂

Pozdrowienia ze słonecznego Porto,

Ola i Dominika

Dopadła nas…

Dopadła nas…

fota1

Dopadła nas portugalska jesień, ale co to znaczy? To znaczy, że pada niemiłosiernie cały dzień, całą noc… Na dodatek wieje okrutnie wiatrem zimnym i nieustępliwym. Zdarza się, że przestaje wiać (o dzięki Ci Panie) i wtedy też czuć, że jest to jednak inny klimat, ciepły klimat. Zapytacie, co można robić w takim kraju jak Portugalia, gdy pada… Pomocne w walce z jesienną chandrą są smakołyki. Warto wyruszyć do sklepu po tutejsze specjalności. Pierwszym najważniejszym zakupem
z zakresu gastronomicznego są ciasteczka, w których każdy się zakocha – pastel de nata. Są one niczym ambrozja dla bogów, rozpływają się ustach. Gdy skończysz delektować się jednym, masz ochotę sięgnąć natychmiast po drugie. Niesamowity smak zawdzięczają kruchości ciasta i jedynym w swoim rodzaju kremem. Krem ten to tradycyjne dzieło popisowe Portugalczyków. Przypuszczam, że nigdzie indziej nie znajdziemy podobnej receptury (albo znajdziemy, lecz moje kubki smakowe nie zaznały jeszcze takich pyszności). Chcąc opisać smak kremu mogę powiedzieć, że najbardziej zbliżony jest do budyniu. Jednak sugeruję uważać! Niektóre z tych ciasteczek podawane są inaczej niż w sposób jak opisałam powyżej, mianowicie bez ciasta. Jest to sam krem w kształcie ciasteczka -za słodko. Znalazłam też propozycję gdzie ciasto było głównym składnikiem kompozycji – za mało słodko. Będąc w Portugalii musisz być świadomy gdzie dostaniesz najlepsze i nigdy nie zapominać tej cennej wiedzy!
W innym wypadku rozczarowanie po kęsie będzie tak ogromne, że nie zaznasz spokoju dopóki nie skosztujesz tego właściwego. Kolejnym wartym poświęcenia uwagi daniem jest francesinha – Boże, jakie to obrzydliwe!!! Odradzam, odradzam! A tak serio…to po prostu nie mój gust 😉 Portugalczyk, który nam polecał te frykasy, uwielbia ten smak. Dla mnie danie to zawiera w sobie zbyt wiele tłuszczu. Wyglądało tak jakby ktoś czyścił lodówkę i pozbywał się wszystkich mięsnych resztek. W knajpce oficjalnie dokonujesz wyboru, czy ma być to mięso wieprzowe, czy wołowe. W praktyce każdy rodzaj mięsiwa wrzucany jest na talerz. I po co był ten wybór, ja się pytam?! Cała ta mieszanina formowana jest w uroczy kształtny kwadracik, przykryty tostem, serem
i jajkiem sadzonym. Danie pływa w jakimś dziwnym sosie (kolejna narodowa specjalność), nawet nie potrafię go sklasyfikować, trochę ostry, trochę nijaki i co najważniejsze bardzo tłusty. Wyrażam się tak niepochlebnie, gdyż niesamowicie brakowało mi jakiegoś warzywa na wyrównanie smaków, lżejszej przekąski. Nawet domówione frytki nie były w stanie zakamuflować wrażenia, że to danie jest strasznie ciężkie i niezdrowe. Oczywiście każdy powinien spróbować i przekonać się sam, lecz dla mnie to był pierwszy i ostatni raz, kiedy zamówiłam francesinha’e. Teraz przejdę do przyjemniejszego tematu, jakim jest wino. O tutejszym winie na świecie jest głośno. Każdy znajomy pyta czy zdążyłam spróbować – oczywiście! To była pierwsza rzecz, którą zrobiłam! Nie jestem ekspertem, ale mimo to mam świadomość, iż produkują tu dobre wino w przystępniejszej cenie. Wino Porto, wino mocne(ok19%). Mam wrażenie, że jedna lampka wystarczy, żeby się upić.  Jego słodycz jest na tyle przyjemna, iż mimo wysokiej zawartości promili mam ochotę sięgnąć po jeszcze jedną lampkę i jeszcze jedną 😉 Jeżeli będziecie mieli okazję, koniecznie spróbujcie! Pozwolę sobie wspomnieć o zasadach podawania wina. Białe – koniecznie schłodzone. Czerwone – nigdy w życiu. Natomiast różowe…komu jak pasuje. Przyuczył mnie współlokator pochodzący z Włoch, także facet wie co mówi. Włosi to przecież specjaliści jeżeli chodzi o wiedzę o winie 😉

Nasze ulubione 🙂 pastel de nata i wino Porto

I coś co można kochać lub nienawidzić (francesinha):

Niewątpliwie, warto podróżować, żeby zbierać tak cenne informacje 😀

Do następnego!
Dominika i Ola

Najważniejsza rzecz w Porto…

(no, może druga, ale o winie kiedy indziej 😉 ) 

Ocean to chyba pierwsza rzecz, którą należy zobaczyć przyjeżdżając do Porto, więc naszą portugalską relację zaczniemy właśnie od niego.

2

1

Chcąc przedstawić wam go w kilku słowach możemy powiedzieć, że jest on piękny, zapierający dech w piersiach, odejmujący mowę, urzekający, wspaniały, ale też bardzo słony. Jeśli chodzi o  temperaturę – podobny do Bałtyku (obecnie ok. 18 stopni Celsjusza), w ciągu dnia słońce jest bardzo ostre, a wieczorem zimny wiatr z nad oceanu szybko wychładza otoczenie.

3

4

Portugalia, jak zapewne każdy wie, jest inna niż Polska pod wieloma względami. Na plaży można zrobić mały piknik i napić się wina, co według naszych informacji jest całkowicie legalne.

5

Surf

Portugalia jest jednym z niewielu miejsc w Europie (jeśli nie jedynym), gdzie można surfować; trzeba pamiętać jednak o tym, żeby uważać, a najlepiej wcześniej dokładnie sprawdzić miejsce, gdyż często przy plaży jest bardzo dużo skał.
Nauka surfowania jest łatwo dostępna, ale samo surfowanie wymaga wprawy i wyczucia. Pierwsza lekcja jest zawsze podobna i za sukces można uznać, jeśli uda Ci się złapać falę i wstać. Ceny są bardzo różne, ale jeśli należysz do grona studentów Erasmusa możesz nauczyć się surfować w przystępnej cenie (ok. 7 euro za lekcję) standardowa cena wynosi jednak ok.15 euro za lekcję.

679810

Szum oceanu, surfing i wino zawrócą w głowie każdemu. To idealne miejsce do spędzania wolnego czasu, zarówno dla fanów sportu, jak i tych którzy wolą poleniuchować wylegując się na plaży.

11

Pozdrawiamy z Porto,

Ola i Dominika 🙂

Bom dia !

Już niedługo przeniesiemy Was do Porto!

Ola i Dominika-  dwie studentki Electrical Engineering, które otrzymały ostatnio „propozycję nie do odrzucenia” postarają się pisać dla Was coś nadającego się do czytania.

W telegraficznym skrócie: Politechnika warszawska wysłała nas na Erazmusa, nie do Norwegii, a do Portugalii, dokładniej- Porto, gdzie spędzimy najbliższy rok studiując na Instituto Superior de Engenharia do Porto.

W Portugalii jesteśmy już od tygodnia i powoli się aklimatyzujemy, odwiedzamy najważniejsze miejsca w Porto, próbujemy regionalnych przysmaków, układamy sobie plan zajęć, poznajemy współlokatorów oraz uczelnię. Jeśli jesteście ciekawi, jak wygląda życie w słonecznej części Europy, zaglądajcie do nas!

Pozdrawiamy,

Ola i Dominika 🙂