City Break na każdą kieszeń

… czyli o miejscu, w którym piwo jest tańsze od wody, turystów jest tylu, co w Rzymie oraz jada się tyle ile na święta – czeska Praga.

107_mg_9856

Dostajemy się tu w promocyjnej cenie Polskim Busem za 35 złotych od osoby w obie strony. Fakt, że nie dojeżdża on do ścisłego centrum miasta może być dla niektórych minusem, jednak to dla nas właściwie jedyna możliwość wypróbowania komunikacji tutejszym metrem. Jedzie się szybko, komfortowo, tanio i przede wszystkim – prawie pod sam nocleg w pobliżu ścisłego centrum Pragi, czyli Apartments u Staropranemu. Mimo że w Internecie pokój wyglądał na mało przytulny i raczej mały, to na miejscu czeka nas miłe zaskoczenie. Sympatycznemu mieszkaniu niczego nie brakuje, jest ładnie, czysto, jedynie około 1-2 km od głównych atrakcji i zabytków. Szczerze polecam je parom i grupom przyjaciół. My wybraliśmy się w czwórkę i zapłaciliśmy 180 złotych za noc. Pani odpowiedzialna za nasze zameldowanie wskazała nam rożne sposoby dostania się w rozmaite miejsca, które mogły nas zainteresować.

014_mg_9664

Tym sposobem po chwili odpoczynku wyruszamy na wieczorny spacer po Pradze. Udaje nam się zobaczyć tańczący dom będący ikoną współczesnego designu w architekturze europejskiej, kolorowe jarmarki świąteczne, na których zakupić można pamiątki, grzane piwo, a także tradycyjnego kołacza oraz klimatyczne stare miasto. Zwiedzanie nie było by stuprocentowo dokonane, gdyby nie skosztowanie tutejszych przysmaków, dlatego na kolacje wybieramy się do Mlejnice na kapuśniak i talerz mięsny z knedlami, a do tego najtańszy w menu napój, czyli piwo.

028_mg_9693

Drugi dzień rozpoczynamy od słodkiego czeskiego śniadania w postaci rożnego rodzaju nadziewanych bułek . Start dzisiejszego podboju miasta ma miejsce przy ścianie ku czci Lennona, czyli właściwie kawałka muru z kolorowymi graffiti, zawierającymi głownie hasła z piosenek artysty. Idealny punkt na foto-przystanek.

056_mg_9736

Następnie wyruszamy pod górę, aby zobaczyć główne, najczęściej odwiedzane zabytki. Już po drodze, przechodząc sławnym, rzeczywiście urokliwym Mostem Karola czy przechadzając się obok kościołów świętego Mikołaja i Tomasza, wydaje nam się tłoczno, jak na sąsiedzki kraj. Tym bardziej o tej porze roku widok tylu ludzi jest dla nas lekko szokujący. Okazuje się to jednak być niczym w stosunku do kolejek w okolicach Zamku, a jeszcze bardziej do Katedry świętego Wita. Od razu przychodzą mi na myśl tłumy oczekujące na wejście do Bazyliki w Rzymie! Uwierzcie mi, że w być może niepozornej Pradze turystów było niewiele mniej! I właściwie to wcale się nie dziwię – widok potężnej budowli, zarówno na zewnątrz i wewnątrz wywiera ogromne wrażenie. Gotycka strzelistość wież, witraże i ornamenty zdobiące okna, a także unosząca się atmosfera duchowości i tajemniczości. Chwila zatracenia się w takim nastroju oczywiście nie trwa długo- jedynie tyle, na ile możesz zapomnieć o tym ze obok ciebie poruszają się tłumy innych zwiedzających. Po tym wszystkim warto obejrzeć jeszcze klasztor świętego Jerzego i Złotą Uliczkę, do których wstęp wykupić można od razu w pakiecie biletowym.

W Pradze sporo jest miejsc, w których można dobrze zjeść. Jednak niewiele z nich serwuje tradycyjną czeską kuchnię. Spośród bardzo krótkiej listy, na dzisiejszą kolację wybieramy restaurację Stare Casy. Z menu zamawiamy oczywiście piwo, a poza tym na naszym stole ląduje również zupa gulaszowa w pysznym chrupiącym pieczywie oraz tradycyjny czeski gulasz. Obie pozycje smaczne, niedrogie, ale – rzecz jasna – bardzo kaloryczne i ciężkie. Całe szczęście, spalenia nadmiaru kalorii dostarcza nam nocny spacer, podczas którego można podziwiać pięknie oświetloną Pragę – niezapomniany, bardzo fotogeniczny widok!

093_mg_9828108_mg_9857

 

Romantycznie, etnicznie, fotogenicznie…

…czyli o odsłonie Wietnamu, która zaskoczy niejednego podróżnika! Przenieśmy się więc na północ, w okolice pięknego miasta Sa Pa. Tu odpoczniecie od azjatyckich upałów, a także poznacie z lekka inną odsłonę wietnamskiej kultury.

IMG_3998.JPG

Podróż rozpoczynamy, oczywiście jakże by inaczej, od najlepszej kawy na świecie o aromacie czekoladowo-waniliowym, gęstej konsystencji, słodzonej skondensowanym mlekiem – istny smakowy raj! Filiżanka pusta? No, to w drogę!

Droga wiedzie, rzecz jasna, przez górskie, więc przepiękne, ale niebezpieczne tereny – nad licznymi przepaściami. A dla osób nieprzystosowanych do wąskich ulic i specyficznych przepisów drogowych (czyli ich braku) już sama taka przejażdżka może okazać się niemałą przygodą, zapierającą dech w piersiach – z zachwytu i ze strachu. Nadmiar wrażeń? Nie ma problemu! Przecież zawsze można się zatrzymać – wskazany jest odpoczynek dla nas, a także dla samochodu (o tym dlaczego auto musi odpoczywać przeczytacie TU)… Oczywiście, stop ma miejsce także nad przepaścią, na zakręcie 😀 Już tu zauważyć można charakterystyczne stroje mieszkanek tego rejonu. Kupujemy od nich uprażoną, wędzoną nad ogniem kukurydzę i jedziemy dalej – pod górę.

img_4105

Po jakimś czasie dojeżdżamy na miejsce… i nagle zapominamy o zmęczeniu czy zawrotach w głowie. Widoki cudowne, hotel przytulny, z dużą ilością zieleni, motyle latają nad naszymi głowami, a powietrze… górskie świeże powietrze – chłodne powietrze! Cóż to za ulga po spędzeniu tylu poprzednich dni w upałach czterdziestu-paro stopniowych! Aura jest sprzyjająca, z pewnością każdemu się spodoba, ale moim zdaniem – szczególnie polecana na romantyczny wypad. Kolacja w postaci sushi-spring rolls na tarasie z widokiem na góry w chmurach i przepiękny zachód słońca ♥. A na deser smoczy owoc, mango, a może nawet coś mocniejszego, na przykład wódeczka ryżowa na tarasie piętro niżej – huśtanej ławeczce wśród kwiatów. A na zakończenie dnia spacer nocny po miasteczku…

No i tu się robi mniej romantycznie – za to bardzo rozrywkowo! Mimo że znajdujemy się w niewielkiej miejscowości, późnym wieczorem tętni ona życiem. Dzieci, młodzież, dorośli, w tym niewielka ilość turystów bawią się wspólnie w centrum najnowszymi zabawkami przybyłymi z Chin, spacerują, tańczą, jeżdżą na deskorolkach, grają w gry zespołowe, kupują pamiątki na licznych bazarach.

DZIEŃ 2

Dziś zdobywamy najwyższy szczyt Wietnamu! Jest to Phan Xi Păng (w przyjaźniejszej dla zagranicznych wersji: Fansipan) o wysokości 3143 metrów n.p.m. Pierwsza myśl zapalonego podróżnika? Zdobywamy szczyt bez pomocy kolejek górskich i innych ułatwień. Ale ta myśl szybko została zrównana z ziemią, bowiem dowiedzieliśmy się, że przebycie tej trasy jest szaleńczym wyzwaniem, wręcz targnięciem się na życie – o czym już niejeden zdołał się przekonać. Czym innym byłaby wyprawa w kwietniu rozłożona na 4 dni – ta opcja już należy do wykonalnych 😉 Jednakże my posiadając jeden czerwcowy dzień, wybieramy dopiero co wybudowaną kolejkę. Jest ona bardzo nowoczesna, same stacje – początkowa i końcowa – prezentują się okazale – jak część pięciogwiazdkowego hotelu. Obsługa jest uśmiechnięta i sympatyczna, posługuje się językiem angielskim (!). Ta atrakcja ewidentnie nie jest kierowana do Wietnamczyków, nie tylko ze względu na europejskie standardy, ale przede wszystkim na europejską cenę – około 30$ za przejażdżkę na osobę w obie strony. Dobrze, w takim razie wsiadamy – kabina jest bardzo duża i przyjemnie sunie wśród chmur nad górami.

img_3947

Widoki są po prostu nieziemskie – las deszczowy i bambusowy, rzeczki, schodkowe pola ryżowe – coś wspaniałego ♥.

img_3944

Po około 20 minutach docieramy na szczyt – a właściwie to tak nam się wydaje, ale po raz kolejny mamy niespodziankę… a nawet dwie!

img_3956

  1. Jest zimno (około 10-13 stopni).
  2. Do szczytu jeszcze jakieś 700 metrów… droga jest jedyna – schody (ilości schodów nie znam, przestałam liczyć po jednej z kolejnych setek, więc stawiałabym na około 1000 – w internecie wypowiedzi są mocno rozbieżne – niektórzy twierdzą, że jest 600, a niektórzy że 10 000!

Oczywiście, udaje nam się dotrzeć – zresztą w myśl wietnamską – nic co wartościowe, nie jest łatwe do zdobycia! Polecam szczerze wyprawę w okolice Sa Pa i przekonanie się na własnej skórze jakie atrakcje oferuje 😉

Na weekend do Budapesztu

Miasto, które ogromnie mnie zaskoczyło swoją fotogenicznością, ilością zabytków, ich zadbaniem, oraz ogólną atmosferą to właśnie Budapeszt. Przeczytajcie jak udało mi się obejrzeć główne atrakcje w ciągu niecałych 2 dni.

030_mg_8500

Wraz z grupą przyjaciół wyruszamy w drogę na Węgry. Startem naszej podróży jest główna stacja autobusowa w Krakowie. Trasa, która z lekkim wydłużeniem czasowym, trwa troszkę ponad 7 godzin, okazuje się cudownie malownicza – góry Polski i Słowacji to cel, do którego warto z pewnością wybrać się na osobną, nieco dłuższą wycieczkę! Bilety do Budapesztu zakupiliśmy w promocji Lux Express około półtora miesiąca wcześniej i wyniosły nas po 55 zł w obie strony za osobę. Cena bardzo korzystna biorąc pod uwagę konkurencyjne firmy, a także komfort autobusu, w którym można napić się kawy czy herbaty, bądź obejrzeć jeden z najnowszych filmów na indywidualnym tablecie przed siedzeniem.

016_mg_8476

Wysiadamy sporo poza centrum, bo przy stacji metra Nepliget. W najbliższej okolicy, niestety, nie znajduje się żadne WC, co dla niektórych stanowi kiepską wiadomość. W podziemiach stacji zakupujemy bilet „transfer ticket” za trochę mniej niż 600 forintów (8 zł), aby po 8 przystankach jazdy starym, zniszczonym i mocno kołyszącym metrem przesiąść się w autobus. Bagaże zostawiamy w „Island Hostel” (warto sprawdzić opinie na booking – moja ocena 6,3 ) na Wyspie Małgorzaty i ruszamy na miasto.

121_mg_8671

Program zwiedzania obejmuje kolejno:

  1. Parlament – potężny budynek położony na Dunajem, symbol Budapesztu. Został wzniesiony na początku XX wieku w stylu neogotyckim.080_mg_8577
  2. Pomnik wojny sowieckiej – znajduje się na Placu Wolności, upamiętnia wydarzenia z końca II Wojny Światowej, kiedy Armia Czerwona wkroczyła na ziemie węgierskie.148_mg_8738
  3. Bazylika św. Stefana (również wewnątrz) – największy kościół w Budapeszcie, poświęcony pierwszemu królowi Węgier. Zbudowana w stylach neoklasycystycznym i neorenesansowym.152_mg_8744
  4. Operę (również wewnątrz) – szczególne wrażenie robi wieczorem, podświetlona, kiedy przychodzą widzowie. Wewnątrz udekorowana rzeźbami i dziełami malarskimi.002_mg_8841

Odwiedzenie powyższych zabytków jest darmowe, a ścieżki pomiędzy tymi miejscami są równie ładne i ciekawe. Powyższa trasa mierzy niecałe 2,5 kilometra, także wolnym, „fotograficznym tempem”, przeszliśmy ją w 3 godziny.003_mg_8864

A zakończyliśmy posiłkiem w niedrogiej restauracji Frici Papa, gdzie można zjeść dania główne w cenie do 1500 forintów.

004_mg_8879

Jako idealne zwieńczenie piątku – relaks na naszej wyspie, czyli podziwianie fontanny multimedialnej (te polskie nie umywają się do niej) oraz drink z widokiem na Dunaj.068_mg_8556

Kiedy z zapakowanymi wszystkimi bagażami, wyruszamy około 9:00 kolejnego dnia, nie zdajemy sobie jeszcze sprawy z tego, że ukształtowanie terenu drugiej połowy miasta, będzie nam płatało figle… I nie tylko to….

Bowiem już na samym początku, okazało się, że na najbliższy tramwaj wodny, którym chcieliśmy się przemieścić, będziemy musieli czekać godzinę. Momentalnie zamieniamy środek transportu na nasze nogi. 3 kilometry nie wydają się szczególnym wyczynem. Jednak z ciężkimi torbami i w upale nieco ponad 30-stopniowym, pozwalamy sobie w trakcie na przerwę kawową. Na ten napój w pierwszej lepszej kawiarni w centrum wydajemy około 7 złotych za duży kubek (czyli porównując ilościowo i jakościowo do polskich warunków – w Budapeszcie płacimy troszkę mniej).092_mg_8599

No i… idziemy dalej. Nasz „zero-budget” plan na ten dzień wygląda tak:

  1. Baszta rybacka – miejsce najczęściej pokazywane na pocztówkach z Węgier, baszta neoromańska postawiona w miejsce murów królewskich strzeżonych kiedyś przez rybaków. Trzeba pokonać trochę schodów, ale ostatecznie widoki piękne, a same mury zadbane i robią duże wrażenie010_mg_8898012_mg_8904
  2. Zamek Królewski i jego ogród – kolejna atrakcja, którą aby zobaczyć, należy pokonać serpentynową trasę pod górę, lub wjechać zabytkową kolejką. Ogród znajduje się tuż obok, choć niewielki, warto na chwilę nacieszyć wzrok.015_mg_9021
  3. Cytadela na Górze Gellerta – i znowuż trochę pięter do przebycia… dosłownie, bo większość ścieżki na ten niewielki szczyt 235 m to głównie schodki. Na początek fotka z mini-wodospadem, a potem… w drogę! Rada jest taka – wchodźcie szybciutko, a odpoczynek będzie na samej górze, bo ten widok zapierający dech w piersiach nie będzie chciał ci pozwolić wrócić na dół.

Trasa pomiędzy tymi miejscami wynosi około 3,5 kilometra, także licząc ze zwiedzaniem, na wszystko potrzebujecie około 4 godziny. 107_mg_8635Z tak dobrym tempem udaje nam się jeszcze zjeść obiad typu fast food za około 6 zł na osobę, zrobić zakupy na małe co nieco na drogę i odpocząć. Do Krakowa, a potem Łodzi wracamy pełni wrażeń i zachwyceni cudownym Budapesztem.

PS. Pięknie dziękuję Kamilowi i Mateuszowi za współtworzenie powyższej fotorelacji 🙂

Top/bottom 10 of Vietnam (2/2)

W myśl świadomego podróżowania dziś przedstawiam te negatywne aspekty Wietnamu!

11420013_991290210911297_79189124_n

(Jeśli ominąłeś tekst o pozytywnych aspektach – znajdziesz go TUTAJ ;))

  1. Przesądy

To jest temat, o którym z pewnością jeszcze Wam opowiem, bo jest o czym! Póki co napiszę jedynie w ramach wstępu, że główna idea, jaką należy zrozumieć, to że dla Wietnamczyków jest to absolutna norma, codzienność. Przesądy towarzyszą im od dawien dawna i zdecydowana większość obywateli tkwi w głębokim przekonaniu, że kierowanie się przesądami, przyniesie im dużo szczęścia i pieniędzy. Dlatego, podczas dobierania współmałżonka i daty ślubu konsultują się oni zawsze z wróżbitą.  Do moich „ulubionych” przesądów należą też:
* do zdjęcia nie mogą pozować 3 osoby, bo jedna z nich umrze wkrótce;
* jadąc gdzieś na dłuższą wycieczkę musimy wyjechać o „dobrej godzinie”, gdy wskazówka minut jest przed 6-tką na tarczy zegara (np. 10:15, 18:25, 9:01), natomiast wracając skądś musimy wyruszyć, gdy wskazówka minut jest za 6. (np. 10:45, 18:35, 9:50).

  1. System…

Ponieważ termin mojej wizy kończy się za kilka lat, a ja chcę aby tak zostało, to napiszę jedynie tyle, że zostałam wychowana w Polsce po roku 1989, więc w kraju demokratycznym. Nie wyobrażam sobie przeprowadzki na stałe do Wietnamu właśnie z tego powodu. Pomimo, że sytuacji w Wietnamie pod żadnym kątem nie da się porównać do czasów polskiej republiki ludowej w  ubiegłym wieku – ponieważ dla obserwatora wszystko wygląda normalnie, a nawet bardziej nowocześnie, niż krajobraz Polski w 2016 roku – to mimo wszystko panuje zachowanie głównej idei.

  1. Tłum ludzi008_U2B8437

Znowu bardzo subiektywnie. Zdecydowanie pod tym kątem uwielbiam Norwegię, cisza jak makiem zasiał, spokój totalny. Zaś w zwyczajne popołudnie w pierwszym lepszym hipermarkecie w Hanoi ludzi jest 2 razy tyle, ile w naszych najbardziej popularnych centrach handlowych w okresie świątecznym! Tłum widać również w ruchu ulicznym. Aby więc przejść „bezpiecznie” przez ulicę – choćby na pasach – trzeba iść pewnym krokiem, machając w stronę poruszających się pojazdów, aby na pewno nas zauważyli, nie przejmując się, że przed nami i za nami nieprzerwanie pędzą skutery, rowery i auta.

wykres.jpg

ile ludzi zamieszkauje miasta VN, a ile w innych w Europie

  1. To jest drogie, a to jest tanie

Czyli irracjonalizm w zróżnicowaniu cenowym. Generalnie, większość rzeczy w Wietnamie jest tania. Jednak jest kilka produktów, które wydają się zdecydowanie nieadekwatne do zarobków przeciętnego Wietnamczyka. Droga jest np. edukacja. Powoli się to zmienia, jednak prywatne lekcje na poziomie szkoły wyższej to koszt kilkakrotnie większy, niż w Polsce. Kompletnym absurdem są także samochody. Ceny podobne jak w Polsce, czasem trochę droższe. Przeciętny Polak rzadko kiedy może sobie pozwolić na zakup nowego auta, a co dopiero Wietnamczyk!

  1. Gadżeciarstwo

Nie chodzi o to, że jest to złe, ale po prostu tego nie rozumiem. Wszędzie iPhony, drogie marki słuchawek i inne drobne bardzo drogie gadżety. W mieście widok nie razi, ale jeśli jesteś na wsi, lub w domu na tratwie na morzu i widzisz rodzinę z iPhonami w dłoniach – nie da się nie zdziwić.

  1. Po „cichu”

Mam na myśli to, że praktycznie w każdym przypadku można się „dogadać” np. aby uniknąć mandatu, zostać przyjętym do lekarza bez kolejki, zagwarantować dziecku pobyt w renomowanej szkole. Niby dzieje się tak wszędzie na świecie, w Polsce również. Jednak tam nie jest traktowane to jako przypadek, a raczej jako norma. W związku z tym wyobraźcie sobie, co się dzieje, jeśli ktoś nie wyjmie z kieszeni pieniędzy, a potrzebuje szybkiej pomocy lekarskiej, bądź jeśli dziecko jest geniuszem, ale ma biednych rodziców… Bardzo to smutne.

004_U2B7745

  1. Biedny i bogaty

Różnice pomiędzy klasami społecznymi są ogromne i widać to gołym okiem. W zasięgu wzroku można dostrzec osobę bardzo bogatą oraz osobę zarabiającą te 100 $ miesięcznie.

006_U2B7864

wszystkie 3 fotki wykonane w Hanoi

  1. Miejsce święte i…

Opakowanie ciasteczek, zgrzewka puszek Coca Cola, plik banknotów – tak, również taką formę przybierają ofiary w świątyniach.

  1. Przebicie na turystach

Jeśli sprzedawca widzi Europejczyka, automatycznie podaje mu cenę kilka razy wyższą od tej standardowej. Niesprawiedliwe, ale w sumie zrozumiałe… skoro można zarobić, trzeba korzystać.

  1. Chanel, DG, Versace i inne

    007_U2B7880

    w tym centrum handlowym młodzi mężczyźni otwierają przed Tobą drzwi

Jest szał na znane marki. Oczywiście do tego stopnia, że każdy nosi coś z napisem Versace, czy inną znaną firmą. Dlatego wydaje mi się to absurd. Jednak ogółem Wietnamczycy lubią pokazywać, że są bogaci, nawet jeśli tak nie jest. Szał ogarnął stolicę do tego stopnia, że w weekendy w centrum Hanoi (a przynajmniej w wakacje, nie wiem jak to wygląda w ciągu roku) odbywa się targ, gdzie można kupić portfele, torebki, ciuchy i paski w wyjątkowych (jeśli wiecie, co mam na myśli) cenach.

Podsumowując wietnamski zbiór „top/bottom 10”: minusy było mi znacznie trudniej sobie przypomnieć, niż plusy – może dlatego, że naprawdę kocham moją drugą ojczyznę i już nie mogę doczekać się, kiedy znów tam się pojawię. Zachęcam więc wszystkich, aby na własnej skórze przekonali się jaki jest Wietnam i zbudowali własne „top/bottom 10” 😉

Top/bottom 10 of Vietnam (1/2)

Kilka postów to za mało, aby opisać obyczaje i kulturę Wietnamu. Wiele osób powtarza, że tam na Wschodzie to jest kompletnie inny świat. I trochę mają rację.

12192743_1068843979822586_2035873417_o

Hanoi

W myśl, że warto podróżować z głową, przedstawiam Wam zarówno dobre, jak i negatywne aspekty wietnamskiej kultury. Ograniczam się do najciekawszych, najdziwniejszych i wyjątkowych dziesięciu wybranych przeze mnie punktów z drobnym komentarzem:

TOP 10:

  1. Brak pośpiechu – taki racjonalny. Nie chodzi o to, żeby odkładać ważne sprawy na przysłowiowe jutro, albo nie spieszyć się nigdy i nigdzie. W Wietnamie, pomimo że nie zarabia się dużo, to nie ma szaleńczej gonitwy za pieniądzem, nie ma stałego poczucia, że gdzieś się nie zdąży. Polska jest pod tym kątem kompletnym przeciwieństwem, szczególnie myśląc o dużych miastach. Niestety, ciężko się wyrwać z tego społecznego pędu. Po 10 dniach mieszkania w Warszawie, sama także zaczęłam dociskać pedał gazu.
  2. Nie należy się bać wychowywania dzieci na dorosłe osoby, nie trzeba ich trzymać pod kloszem – początkowo szeroko otwierałam oczy patrząc na malutkie dzieciaki biegające po wiosce bez nadzoru rodziców czy chodzące samotnie po deskach domów pływających na zatoce, tuż obok krawędzi przy wodzie. Jednak z jakiegoś powodu nigdy nie zauważyłam, aby komuś coś się stało. To jest trochę szalone, tak samo jak ich jazda motocyklami, bądź to, jak wygląda aspekt turystyczny. Często na statek wchodzi się po takich super stromych i wąskich, bez poręczy (to wręcz można nazwać prowizorką) schodkach. Kiedy okazało się, że wraz z rodziną pomyliliśmy statki, to też nie było to niczym dziwnym, że po prostu z naszymi walizkami przeskakiwaliśmy na środku oceanu z burty na burtę. Szalone, ale ma swoje duże też plusy, w końcu – nie dajmy się zwariować 🙂
  3. NAJPIĘKNIEJSZE widoki ❤ – to brzmi banalnie, ale nadal mało osób wie o tym, jak piękny jest ten kraj. Jak byłam małą dziewczynką narysowałam góry i morze obok siebie, jako coś, co wtedy miałam za wyobrażenie nieosiągalne. Oczywiście nie tylko w Wietnamie są widoki na góry i wodę obok siebie, ale to właśnie Wietnam był spełnieniem moich najśmielszych, najwspanialszych wyobrażeń. Czasem rzeczywiście czuję się jak w krainie magii, kiedy patrzę jak mgła opatula szczyty gór i tańczy pomiędzy nimi, jak przejeżdżam obok kolorowych pomników (niestety, chodzi tu o nagrobki cmentarne) usytuowanych na środku pola ryżowego, jak patrzę na ocean i horyzont jest ledwo widoczny, bo stykają się dwie błękitne płaszczyzny.
  4. slub (45)

    ślub

    Jest tanio – nic dodać nic ująć. To porażające, kiedy za całkiem fajny hotel można zapłacić 14 zł za noc – tyle samo, co za obiad i kolację razem.

  5. Najważniejsza w życiu jest rodzina – nie znam chyba sekretu, jak by to przenieść do Europy, żeby ludzie z takim szacunkiem odnosili się do swoich rodziców i dziadków. Nie chodzi o to, że źle ich traktujemy. Chodzi o to, że tam rodzina jest na pierwszym miejscu, choćby nie wiem co.
  6. Ekologicznie i zdrowo – my udajemy, że się staramy żyć eko, a dla nich jest to oczywistość oczywistości.132
  7. Wódka ryżowa, zupa pho, sajgonki i tradycyjna kawa wietnamska – ślinka cieknie. Więcej o kuchni wietnamskiej już niebawem, potrzebuję jeszcze trochę czasu na dopracowanie szczegółów tego ważnego posta 😀
  8. Jedwab – to właśnie w Wietnamie wyrabia się ten ekskluzywny materiał. Miałam
    _U2B1676

    wybieranie tradycyjnej sukni ao dai

    okazję zobaczyć pracę w fabrykach jedwabiu i jest to bardzo ciekawe. Oczywiście, idzie za tym też to, że w Wietnamie jedwab jest tańszy – jeśli wie się gdzie kupować (czyli absolutnie nie kupować w galeriach handlowych anglojęzycznych, tylko raczej w małych sklepikach i na targach). Także, Wietnam = ZAKUPY ❤

  9. Masaże – nigdy nie potrafię sobie odmówić masażu zdrowotnego całego ciała, bądź choćby masażu, który jest myciem głowy. Nie wiem jak oni to robią, ale naciskają na kilka punktów i potem wychodzisz jak nowonarodzony.
  10. Sprawność fizyczna starszych osób – wynika z wielu czynników: jedzenie, geny i drobna postura, oraz najbardziej fotogeniczny czynnik: sport – W tym roku obiecuję wreszcie wybrać się z aparatem wcześnie rano do parku aby sfotografować grupę staruszków uprawiających tai chi o wchodzie słońca!

O negatywnych aspektach VN już niebawem w drugiej części. Tym razem jednak miły akcent na koniec, czyli fotki zatoki Ha Long:

_U2B5744_U2B5811_U2B6068_U2B4828_U2B5421_U2B5414

I believe I can fly!

„I haven’t been everywhere, but it’s on my list” – to są słowa Susan Sontag, które powtarzam często, jako coś w rodzaju mojego życiowego motto.

_MG_9355

Prawdopodobnie część z Was (być może nawet większość), także w jakimś stopniu utożsamia się z tym cytatem i dlatego właśnie czyta ten blog. Nazywam się Milena i studiuję organizację produkcji filmowej i telewizyjnej w Łódzkiej Szkole Filmowej. Piszę dla Was gościnnie, na zaproszenie Asi i Aśki, trochę odmiennie niż wszyscy, bo z Polski. Tu jest mój dom, tu się wychowałam i tutaj także studiuję. Ale na blogu znalazłam się dlatego, że połowa moich genów jest z Wietnamu, no i oczywiście – uwielbiam podróżować.

Można powiedzieć, że teraz  już się rozkręciłam i nie straszne mi są długie podróże, nawet do krajów, o których początkowo nie miałam bladego pojęcia. Może to zabrzmiało trochę jakby mówiła to jakaś stara wyga, która już wszystko widziała, bądź za taką się uważa, ale tak nie jest – cały świat przede mną (a przynajmniej mam taką wielką nadzieję!). Zanim zaczęłam podróżować z głową, musiałam kilka razy przejechać się na nieumiejętnym kupnie biletów oraz różnych innych problemach. Dlatego, postaram się Wam przybliżyć pewne sposoby na to, jak dostać się tam gdzie chcecie za mniejsze pieniądze.

www.fly4free.pl – tę stronę miłośnik podróży powinien sobie ustawić jako stronę startową, bądź przynajmniej zapisać się do newslettera. Na tej stronie możecie bowiem na bieżąco obserwować informacje o tanich lotach i przejazdach w Polsce oraz na świecie. Na deser – ciekawostki – o różnych kulturach, o lotniskach, niestandardowych kierunkach zwiedzania, czy wypasionych liniach kolejowych. Wchodząc na tę stronę okazuje się, że jeździć i latać można naprawdę wszędzie i to naprawdę tanio.

Obserwacja stron przewoźników i linii lotniczych

(Szczególnie tych tanich!)

Tu znów polecam dodanie newslettera do skrzynki mailowej. Jeśli pojawi się specjalna okazja – będziesz o tym wiedział(a) od razu! Wszystko rzecz jasna zależy od miasta, w którym mieszkasz i jaki jest Twój cel podróży. Zabrzmi to mało patriotycznie, ale w większości przypadków odradzam niestety polskie linie. LOT to proporcjonalnie dość opcja droga, a jednocześnie bardzo niska komfortem. Ostatnio jedynie firma Rainbow Tours nawiązała współpracę z tą linią w kwestii lotów czarterowych do państw egzotycznych, dzięki czemu po raz pierwszy od wielu lat można znów latać bezpośrednio do takich państw, jak: Kenia, Sri Lanka, Egipt, Wietnam, Gambia, Tajlandia, Meksyk, czy Kuba. Ceny, jak na LOT, niskie, bo w przedziale 2500-4500 zł w obie strony. Terminów jednak mało i średnio dogodne. Mimo wszystko – dla podróżujących w tamte strony – jest to jedna z opcji, które zdecydowanie należy wziąć pod uwagę. Jeśli rozważymy teraz wszelakie loty poza Europę, to trzeba przyznać, że może i trochę to dziwne, ale najtańsze loty oferują właśnie te najlepsze ogólnoświatowe firmy. To jest ogólna zasada. W przypadku wschodu są to na pewno Qatar, Emirates, Etihad. Te właśnie linie charakteryzują się bogatą ofertą rozrywkową (np. lecąc gdzieś 9 godzin, można obejrzeć 3 światowe premiery w języku angielskim na indywidualnym ekranie, pograć w jedną z gier i odsłuchać ulubionej płyty, a czas minie bardzo szybko!), linie te oczywiście jak to w długich trasach przystało – gwarantują wyżywienie, które smakuje jak normalne jedzenie, nie konserwa, a także oferują napoje alkoholowe i bezalkoholowe, posiadają wygodne fotele, dostarczają często także koc i pakunki podróżnika (np. z jednorazową szczoteczką do zębów) itp. Prawdę mówiąc, nie miałam jeszcze okazji podróżować do Stanów, jednak podążając za opinią przyjaciół nadal odradzałabym polskie linie 😉 Tu polecam z kolei zajrzeć na przeróżne fora podróżnicze 🙂

Celowanie w oferty first minute/znajomość rozplanowania czasowego promocji.

Każda linia, każdy kierunek ma jakoś wyznaczone terminy, kiedy pojawiają się oferty wręcz zwalające z nóg. Polecam zapytać w biurze podróży kiedy są dla kierunku, który Was interesuje. Dla Wietnamu jest to przykładowo październik/listopad oraz marzec. Jeśli trudno jest określić taki termin promocyjny, to kierujcie się zasadą „im wcześniej tym lepiej” (wcześniej oznacza np. 6 miesięcy przed terminem lotu).

Sposób płatności

Zwróćcie uwagę, jak już będzie kupowali bilety lotnicze na to, żeby nie nastąpiło automatyczne niekorzystne przewalutowanie lub odciągnięcie % z biletu z powodów określonych przez Wasz bank. Ja zawsze korzystam z PayPal, założenie konta nie kosztuje nic i jest to dość sprawdzony sposób płatności online.

Co jeszcze?

Znajomość języków, wiara w siebie, ambicje – przede wszystkim, trzeba umiejętnie wszystko zorganizować, pamiętajcie aby nie dać się zmanipulować przez biura podróży, które jedynie chcą na Was zarobić. Myślcie sami, nie zważajcie na to, gdy inni ludzie mówią, że podróżowanie za granicę jest drogie. Jeśli już poznawać inną kulturę – to z głową – tu się przydaje znajomość języka kraju, do którego jedziemy, bądź języka, którym płynnie się tam posługują. To jest ważne już podczas krótszych podróży, kiedy poruszamy się samochodem, pociągiem czy autobusem. Jeśli czujecie się pewnie za kółkiem, przeczytajcie o zasadach drogowych w danym kraju, a kiedy jedziecie w kilka osób, to szczególnie polecam wypożyczenie auta! Sami decydujecie kiedy i gdzie się zatrzymać. Rozmawiajcie, nie bójcie się kogoś zapytać o poradę, najlepiej mieszkańca danego miasta/kraju, oni wiedzą najlepiej 🙂

A teraz, aby nie być gołosłowną przedstawiam parę przykładów:

jak widać – zmądrzałam 😉

milgoogle

co mówię ja, a co mówi Google na temat podróżowania do Oslo 😉

podrozowanie

nikogo nie zdziwi, gdy powiem, że wraz ze znajomymi wybraliśmy pierwszą opcję 😉

To chwilowo wszystko na dziś 🙂 Jeśli zdam sesję, to zapraszam w lutym na wpis o kuchni wietnamskiej!