Romantycznie, etnicznie, fotogenicznie…

…czyli o odsłonie Wietnamu, która zaskoczy niejednego podróżnika! Przenieśmy się więc na północ, w okolice pięknego miasta Sa Pa. Tu odpoczniecie od azjatyckich upałów, a także poznacie z lekka inną odsłonę wietnamskiej kultury.

IMG_3998.JPG

Podróż rozpoczynamy, oczywiście jakże by inaczej, od najlepszej kawy na świecie o aromacie czekoladowo-waniliowym, gęstej konsystencji, słodzonej skondensowanym mlekiem – istny smakowy raj! Filiżanka pusta? No, to w drogę!

Droga wiedzie, rzecz jasna, przez górskie, więc przepiękne, ale niebezpieczne tereny – nad licznymi przepaściami. A dla osób nieprzystosowanych do wąskich ulic i specyficznych przepisów drogowych (czyli ich braku) już sama taka przejażdżka może okazać się niemałą przygodą, zapierającą dech w piersiach – z zachwytu i ze strachu. Nadmiar wrażeń? Nie ma problemu! Przecież zawsze można się zatrzymać – wskazany jest odpoczynek dla nas, a także dla samochodu (o tym dlaczego auto musi odpoczywać przeczytacie TU)… Oczywiście, stop ma miejsce także nad przepaścią, na zakręcie 😀 Już tu zauważyć można charakterystyczne stroje mieszkanek tego rejonu. Kupujemy od nich uprażoną, wędzoną nad ogniem kukurydzę i jedziemy dalej – pod górę.

img_4105

Po jakimś czasie dojeżdżamy na miejsce… i nagle zapominamy o zmęczeniu czy zawrotach w głowie. Widoki cudowne, hotel przytulny, z dużą ilością zieleni, motyle latają nad naszymi głowami, a powietrze… górskie świeże powietrze – chłodne powietrze! Cóż to za ulga po spędzeniu tylu poprzednich dni w upałach czterdziestu-paro stopniowych! Aura jest sprzyjająca, z pewnością każdemu się spodoba, ale moim zdaniem – szczególnie polecana na romantyczny wypad. Kolacja w postaci sushi-spring rolls na tarasie z widokiem na góry w chmurach i przepiękny zachód słońca ♥. A na deser smoczy owoc, mango, a może nawet coś mocniejszego, na przykład wódeczka ryżowa na tarasie piętro niżej – huśtanej ławeczce wśród kwiatów. A na zakończenie dnia spacer nocny po miasteczku…

No i tu się robi mniej romantycznie – za to bardzo rozrywkowo! Mimo że znajdujemy się w niewielkiej miejscowości, późnym wieczorem tętni ona życiem. Dzieci, młodzież, dorośli, w tym niewielka ilość turystów bawią się wspólnie w centrum najnowszymi zabawkami przybyłymi z Chin, spacerują, tańczą, jeżdżą na deskorolkach, grają w gry zespołowe, kupują pamiątki na licznych bazarach.

DZIEŃ 2

Dziś zdobywamy najwyższy szczyt Wietnamu! Jest to Phan Xi Păng (w przyjaźniejszej dla zagranicznych wersji: Fansipan) o wysokości 3143 metrów n.p.m. Pierwsza myśl zapalonego podróżnika? Zdobywamy szczyt bez pomocy kolejek górskich i innych ułatwień. Ale ta myśl szybko została zrównana z ziemią, bowiem dowiedzieliśmy się, że przebycie tej trasy jest szaleńczym wyzwaniem, wręcz targnięciem się na życie – o czym już niejeden zdołał się przekonać. Czym innym byłaby wyprawa w kwietniu rozłożona na 4 dni – ta opcja już należy do wykonalnych 😉 Jednakże my posiadając jeden czerwcowy dzień, wybieramy dopiero co wybudowaną kolejkę. Jest ona bardzo nowoczesna, same stacje – początkowa i końcowa – prezentują się okazale – jak część pięciogwiazdkowego hotelu. Obsługa jest uśmiechnięta i sympatyczna, posługuje się językiem angielskim (!). Ta atrakcja ewidentnie nie jest kierowana do Wietnamczyków, nie tylko ze względu na europejskie standardy, ale przede wszystkim na europejską cenę – około 30$ za przejażdżkę na osobę w obie strony. Dobrze, w takim razie wsiadamy – kabina jest bardzo duża i przyjemnie sunie wśród chmur nad górami.

img_3947

Widoki są po prostu nieziemskie – las deszczowy i bambusowy, rzeczki, schodkowe pola ryżowe – coś wspaniałego ♥.

img_3944

Po około 20 minutach docieramy na szczyt – a właściwie to tak nam się wydaje, ale po raz kolejny mamy niespodziankę… a nawet dwie!

img_3956

  1. Jest zimno (około 10-13 stopni).
  2. Do szczytu jeszcze jakieś 700 metrów… droga jest jedyna – schody (ilości schodów nie znam, przestałam liczyć po jednej z kolejnych setek, więc stawiałabym na około 1000 – w internecie wypowiedzi są mocno rozbieżne – niektórzy twierdzą, że jest 600, a niektórzy że 10 000!

Oczywiście, udaje nam się dotrzeć – zresztą w myśl wietnamską – nic co wartościowe, nie jest łatwe do zdobycia! Polecam szczerze wyprawę w okolice Sa Pa i przekonanie się na własnej skórze jakie atrakcje oferuje 😉

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s