Mam kaca i chyba jestem chora (+ENGLISH VERSION)

ENGLISH VERSION BELOW

_______________________________________________________________________________________________

Co to znaczy „mieć kaca” chyba nie muszę większości z Was tłumaczyć. To, w jakim stanie i fizycznym, i duchowym znajduje się człowiek jest raczej oczywiste.

Ale okej, załóżmy, że nie pijasz alkoholu lub pijasz, ale kac magicznie Cię omija (hm, może pijasz po prostu mniej – bardzo mądrze!), więc nie wiesz o czym mówię.

Budzisz się rano, z trudem otwierasz oczy. Mrużysz je, bo coś jest nie tak, jest za jasno, trochę nie poznajesz, gdzie jesteś, powoli się przyzwyczajasz. Oddychasz i zdajesz sobie sprawę, że czujesz pragnienie, jesteś jak ryba wyjęta żywcem z wody, jej naturalnego środowiska. Siadasz na łóżku, może nawet kręci Ci się w głowie. Kładziesz znów głowę na poduszce, zamykasz oczy i czekasz aż chociaż trochę przejdzie. Kiedy wreszcie to następuje starasz się wrócić do normalnego trybu życia – iść do kuchni, zjeść śniadanie, wypić kawę lub herbatę. Najgorzej, gdy czujesz, że żołądek wiąże Ci się w supeł i choćbyś nawet chciał – o jedzeniu myśleć nie możesz. I tak siedzisz, chodzisz i czekasz, czekasz, czekasz bez celu aż minie.

Wyobraź sobie teraz, że można osiągnąć taki stan nawet bez picia alkoholu poprzedniej nocy, bez żadnych używek. Brzmi trochę jak choroba, prawda? I teraz wyobraź sobie, że do pewnego czasu tak właśnie wyglądały moje poranki (nie, nie po powrocie z imprezy) i czasem czuję się tak w ciągu dnia.

Jesteś teraz moim lekarzem – opowiedziałam Ci o moich symptomach, jak się czułam i czasem (często) wciąż czuję. Wiesz, że nie powodują tego żadne używki. Jestem ciekawa, jak to zdiagnozujesz, bo mnie się wydaje, że ta choroba kiedyś została już rozpoznana.

I nazywa się tęsknota.

Rok spędzony w sercu swoich marzeń, najpierw mieszkając pół roku w mieście, w którym zawsze chciałam mieszkać, a później w regionie, który śnił mi się po nocach od wielu lat – to nie może pozostać bez odzewu. Człowiek ma niesamowitą tendencję do przyzwyczajania się. Często nie potrafimy zrezygnować z wielu rzeczy, ponieważ byłoby to odstępstwem od stanu naturalnego, a wystarczy zrobić mały krok przez szereg swoich przyzwyczajeń, a życie może nigdy już nie być takie samo. To właśnie przytrafiło mi się w 2015 roku, kiedy po raz pierwszy w styczniu uśmiechając się z niedowierzaniem wciągnęłam do płuc norweskie powietrze w Moss i gdy wypuszczałam je załamana i zestresowana po raz ostatni w grudniu na lotnisku w Oslo.

Bardzo nie lubię, kiedy ktoś pyta mnie o Norwegię. Nie płynie to stąd, że nie lubię dzielić się wiedzą o niej, czy nie pałam sympatią do osoby pytającej. Zazwyczaj nie potrafię ubrać w słowa tego wszystkiego, co przeżyłam. Moi najbliżsi przyjaciele nie musieli nawet pytać. Są rzeczy, których po prostu nie jesteśmy w stanie opisać, oddać całej gamy uczuć, która nam towarzyszyła. Nawet gdyby się to udało, nie sądzę, żeby ktokolwiek by to zrozumiał, tak jak rozumiem to ja.

Jestem w stu procentach pewna, że nigdy nie zapomnę tego 2015 roku – najlepszego roku w moim życiu – i nie, nie boję się tak tego ująć, mimo że teoretycznie jeszcze wiele przede mną lat – ten rok jak dotąd wygrywa wszystko. Żyłam tak, jak zawsze chciałam – w kraju, którym byłam najbardziej zafascynowana, w stolicy i w małym miasteczku „in the middle of nowhere” pośród fiordów, poznałam ludzi, z którymi mimo, że kontakt nie jest codzienny – wiem na pewno, że się nie urwie, ponieważ osoby, które spotykasz w takich sytuacjach stają się dla Ciebie „drugą rodziną”, mogę śmiało powiedzieć, że poznałam fantastycznych przyjaciół, a nawet miłość.

I przychodzi taki moment, kiedy zostajesz z tego wyrwany i masz wracać do… no, właśnie. Do czego? Powiedziałbyś, że do „normalnego życia”, ale czy to dla Ciebie wciąż jest normalnym życiem, kiedy wiesz, że to życie, które prowadziłeś tam było najbardziej perfekcyjnym jakie miałeś i chciałbyś, żeby takie już zostało? I najlepiej, żeby cała Twoja rodzina i przyjaciele z kraju nagle przenieśli się tam, gdzie jesteś Ty i wszyscy żylibyście długo i szczęśliwie. Ale, niestety, to nie ta bajka. Nazwiesz to po prostu powrotem do „rzeczywistości”, mimo że to pojęcie gdzieś w środku Twojej głowy się kłóci samo z sobą. Ostatecznie, wracasz do „dawnej rzeczywistości”. Jeszcze nie wiesz, ale wracasz bogatszy, mimo że oddajesz cały swój skarb w dniu powrotu. Wracasz bogatszy o to, czego doświadczyłeś, nie jesteś tą samą osobą, która mieszkała kiedyś w Twoim pokoju. Inaczej patrzysz na ludzi, inaczej mówisz, nie możesz przełączyć się z języka obcego na polski, nagle okazuje się, że zapomniałeś jak jeżdżą linie tramwajowe, gdzie leżą dane ulice, gubisz się we własnym mieście, odkrywasz wszystko na nowo – jedynie prawdziwi przyjaciele nie zmienili się ani trochę, mimo że sporo mogło się wydarzyć i sporo Cię ominęło. Przyzwyczajasz się na nowo. Leczysz się powoli z tego „kaca”/choroby, na którą zapadłeś po powrocie.

Ale czy wyleczysz się kiedyś w 100%?

Nie sądzę, a przynajmniej nie widzę tego w mojej perspektywie, ponieważ Norwegia zostanie ze mną jak tatuaż – na zawsze, jako wspomnienie miejsca, gdzie poznałam formułę idealnego życia.

DSC_0046

Jeśli więc Ty kiedyś zastanawiałeś się, czy odwiązać wszystkie liny i nabrać wiatru w żagle, wyjechać na wymianę zagraniczną – nie rób tego, jeżeli nie chcesz być chory z tęsknoty, jeżeli nie chcesz poznać jednych z najfajniejszych ludzi na planecie, jeżeli nie chcesz zobaczyć, że można żyć inaczej, jeżeli nie chcesz spełnić marzeń, oddychać pełną piersią i żyć pełnią życia. Nie rób tego, jeżeli nie chcesz być przez rok najszczęśliwszą osobą na świecie.

_MG_0916

Jeżeli czytając dotarłeś do tego momentu, dziękuję. Myślę, że tak osobistego wpisu jeszcze tu nie było ode mnie. Myślę też, że może i więcej nie będzie. Tym bardziej dziękuję Ci za poświęcenie paru minut, a może dzięki temu również i Ty zdecydujesz się poznać inną rzeczywistość.

Aśka.

jump opera

______________________________________________________________________________________________

I have hangover and probably I’m sick

What does it mean „to have a hangover,” I don’t think I have to explain to most of you. In what kind of physical and psychical condition human is then, is rather obvious.

But okay, let’s say you don’t drink alcohol or you drink, but hangover magically passes you by (well, maybe you drink just less – very wise!), so you don’t know what I mean.

You’re waking up in the morning, barely opening your eyes. Squinting them because something is wrong, it’s too bright,  you’re a little bit not recognizing where you are, slowly habituating. You’re breathing and realizing that you’re thirsty, you’re like alive fish taken out from the water – its natural environment. You’re sitting in the bed, perhaps even your head is spinning. You’re putting the head back on the pillow, closing your eyes and waiting until it passes at least a little. When it finally is happening you’re trying to get back to normal life – to go to the kitchen, eat breakfast, drink coffee or tea. The worst thing is when you feel that your stomach binds into a knot and even if you really wanted to – you cannot think about food anymore. And so you are – sitting, walking around and waiting, waiting, waiting aimlessly until it will pass.

Imagine now that you can achieve such condition even without drinking the previous night, without any stimulants. It sounds a bit like a disease, right? And now imagine that for some time my mornings looked so (no, not after returning from the party) and sometimes I feel like that during the day.
You are my doctor now – I told you about my symptoms, how I felt, and sometimes (often) I still feel. You know, it’s not caused by stimulants. I’m curious how you will diagnose this, because it seems to me that this disease had already been recognized.

And it’s called ‚the longing’.

A year spent in the heart of dreams, first half a year lived in a city where I always wanted to live, and later in the area that I dreamed about at nights for many years – it cannot remain without response.
The human has an incredible tendency to habituation. Often it’s like we cannot give up many things, because it would be a deviation from its natural condition, and it only is enough to just take a small step ahead the rank of your own habits and life may never be the same. That’s what happened to me in 2015, when for the first time in January in Moss, smiling with disbelief I inhaled norwegian air into the lungs, and when I exhaled it for the last time, broken inside and stressed, in December at the airport in Oslo.

I don’t like very much when someone asks me about Norway. It doesn’t come from the fact that I don’t like to share knowledge about it or I don’t like the person who asks. Usually, I just cannot put into words all that I’ve been through. My closest friends didn’t even have to ask. There are things that simply are not able to describe it, convey a whole range of feelings that accompany us. Even if it could be doable, I don’t think that anyone would understand it, as I do.

I am one hundred percent sure that I will never forget this year of 2015 – the best year of my life – and no, I’m not afraid to say so, although theoretically I still have many years ahead – this year has won everything. I lived like I always wanted – in a country which fascinated me the most,  in the capital and in a small town „in the middle of nowhere” among the fjords, I met people with whom, although contact is not everyday, I know for sure I will never be torn apart, because the people you meet in this kind of  situations become for you a „second family”. I can confidently say that I have met fantastic friends, and even love.

And there comes this moment when you are taken out of there and you have to go back to… well, exactly. To what? You would say – to „normal life”, but is it for you still a normal life, when you know that this life, that you lived there, was the most perfect you have ever had and would like things to stay as they are? And the best thing for you would be your family and friends from the country suddenly moving there, where you are living and you all could live happily ever after. But, unfortunately, it is not a fairy tale. You can simply call it back to ‚reality’ even though the concept of ‚reality’ itself somewhere in the middle of your head is inconsistent now. Okay, let it be, you’re going back to the ‚old reality’. You aren’t aware of it yet, but you’re coming back as ‚rich’ person, despite the fact that you had to gave away all your ‚treasures’ on the returning day. You come back richer for what you have experienced, you’re not the same person who once lived in your room back at home. Differently you’re looking at people, differently you’re speaking – you cannot switch from a foreign language into your native language, suddenly it turns out that you forgot how the tram lines are going, where are particular streets, you’re getting lost in your own city, you have to discover everything all over again – only true friends haven’t changed even a bit, despite the fact that a lot could have happened and a lot of it you’ve missed. You’re becoming accustomed to everything again. You’re healing slowly from the „hangover” / disease which you caught when you returned.

But are you cured in 100%?

I don’t think so, or at least don’t see it in perspective of my ensuing days, since Norway will be with me like a tattoo – forever, as the memory of the place where I have learned the perfect formula for life.

DSC_0046

So if you’ve ever wondered whether untie all the ropes and take the wind in your sails or not – go on an exchange. Don’t do it though, if you don’t want to be sick from constant longing after you’re back, if you don’t want to get to know some of the coolest people on the planet, if you don’t want to see, that you can live differently, if you don’t want to fulfill a dream, breathe deeply and live life to the maximum.

Don’t do this if you don’t want to be at least for one year the happiest person in the world.

_MG_0916

If while reading you’ve gotten to this point, thank you. I think that I’ve never written so personal post here until now. I also think that it can never be repeated. Facing those circumstances I thank you even more for taking a few minutes to read it, and thereby maybe also you  will decide to get to know a different reality.

Aśka

jump opera

Advertisements

2 uwagi do wpisu “Mam kaca i chyba jestem chora (+ENGLISH VERSION)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s