Dzień Dobry Erasmus oraz trochę o włoskich uniwersytetach

Dzisiaj będzie nieco poważniej. Piszę ”nieco”, bo wiadomo – to w końcu Włochy, więc to, co ma wyglądać na dobrze zrobione i zorganizowane nie zawsze takie jest 😉

Snapchat--685777558266781557

Oto nadszedł. TEN DZIEŃ! 23 września. Dzień, gdy wszystko się zaczęło. A mianowicie – aż jeden przedmiot! Konkretnie to wykład wraz z miłymi słowami profesora na wstępie: ,,Obecność nieobowiązkowa, ale zalecam. Przecież mamy Internet, jest Wikipedia…”. Student od razu się uśmiecha i aż ma ochotę chodzić na zajęcia. (Tak przy okazji – pozdrowienia dla moich wykładowców z Polski. Pewnie Was skręca jak to czytacie? Pamiętajcie, więcej luzu! 😉 ). Wracając do tematu – we Włoszech studia zaczynają się albo później, albo wcześniej niż w Polsce; zależy jaki kierunek studiujemy. A właściwie od samego przedmiotu – tutaj wybiera się każdy pojedynczy przedmiot, na który chcielibyśmy uczęszczać. Studiując więc medycynę, nikt wam nie zabroni uczęszczania na kurs o historii teatru i spektakli. Wręcz przeciwnie!

Snapchat-1499385154894727147

Jak już człowiek ogarnie swój plan, to zdaje sobie sprawę, że jest z nim coś nie tak. Trzy zajęcia w jednego dnia O TEJ SAMEJ GODZINIE? Ale jak to? Przecież nie można być w trzech miejscach jednocześnie! Włosi o tym wiedzą i dają świetną radę : ”Niech się Pan nie przejmuje. Niech sobie Pan wybierze co się Panu najbardziej podoba i tyle!” (Moi kochani wykładowcy z Polski przeczytali? Jak tak to zalecam jeszcze raz i zapamiętać : ,, Więcej luzu” ;).

20151015_112522

Po miesiącu od rozpoczęcia przeze mnie studiów uczelnia zorganizowała WELCOME DAY dla Erasmusów. Powiecie  pewnie, że ”lepiej późno, niż wcale”, ale nie tutaj. Przecież niektórzy studenci mogli zacząć zajęcia kilka dni temu, albo dopiero zaczną studia. Oznacza to, że połowa października to odpowiednia data na zrobienia przyjęcia powitalnego dla studentów z zagranicy. Używając słowa ,,przyjęcie” nie mylę się, bo to było w istocie przyjęcie. Na początku wiadomo – formalności, hymny, piosenki, przemowy etc. Ale potem… darmowy bufet dla wszystkich studentów (nie ukrywam, że bogaty i smaczny) i do tego wycieczka po mieście z przewodnikiem (o dziwo, nawet po angielsku! Dla tych mniej znających włoski). Dobra, wycieczka, wycieczką (bardzo mi potrzebną po 1,5 miesiąca mieszkania tutaj :P), ale dostaliśmy w dodatku fajne gadżety 😀 Włoscy studenci lubią nas za to mniej, bo oni nigdy od uczelni nic nie dostali..

20151015_171246

A teraz kilka innych faktów o włoskich uniwersytetach :

  •  We Włoszech za naukę na uniwersytecie jest pobierana opłata. Każdego roku! Dlatego tutaj jest rzeczą normalną kończenie studiowania około 30 roku życia. Studenci często sami płacą sobie za studia, więc powszechnie stosowaną praktyką są przerwy w trakcie toku studiów, aby w tym czasie trochę popracować i jednocześnie przy tym zarobić na nie.
  • Jak już wspomniałem, nie ma jednego konkretnego ustalonego terminu dla rozpoczęcia studiów. Każdy przedmiot zaczyna się w innym terminie. Może oczywiście się zdarzyć, że wszystko co też wybraliśmy zacznie się w tym samym tygodniu bądź w niewielkim odstępie. Jednakowoż konkretnej daty dla wszystkich nie ma. Jedni zaczynają we wrześniu, drudzy nawet w listopadzie.
  • Oczywiście to samo tyczy się zakończenia okresu zajęć. Wiadomo –  im nasz przedmiot zaczął się wcześniej, tym szybciej się skończy. Chyba, że mamy przedmiot, który jest liczony jako roczny, a nie semestralny. Ja mam jeden taki – zacznie się on za parę dni, a zakończy w okolicach czerwca.
  • Punkty za przedmioty. W Polsce jest to udręką kompletną. Przedmiot jest ważny maksymalnie 5 punktów. Zatem, jeżeli uczelnia narzuca nam przedmioty za max. 5 punktów każdy  to mamy ich 6. Gorzej jak mamy je za 3, 2, bądź – o Dio – 1! Tutaj wygląda to zdecydowanie inaczej – przedmiot ma minimum 6 punktów! W moim planie znajdują się dwa po 12, więc do osiągnięcia limitu 30 punktów potrzebowałem  w sumie aż 4, a i tak mam małą nadwyżkę.
  • Tym samym student nie spędza każdego dnia od rana do wieczora na uczelni.
  • Rzecz, za którą pokochają mnie jeszcze bardziej moi polscy wykładowcy 🙂 Zdecydowanie o wiele  luźniejsze podejście do studiów. Oczywiście, nie mówię, że nie zdarzy się profesor, dla którego nawet chrząknięcie to przestępstwo i zamach na jego profesję, jednak są oni tutaj w mniejszości. Z reguły panuje luźne podejście i nawet jeżeli spóźniasz się godzinę na wykład to wykładowca najczęściej przerwie swój monolog, pozdrowi  Cię z uśmiechem i powróci do swojego wykładu jakby nigdy nic.
  • Czas trwania wykładów. Tutaj to dwie godziny. Teoretycznie.  Czasami przecież (albo zawsze) wykładowca się spóźni. A jak się nie spóźni to kończy wcześniej, bo pociąg, bo obiad, bo siesta, albo po prostu już mu się znudziło i martwi się też o kręgosłupy studentów siedzących na nie zawsze wygodnych ławach. A do tego jeszcze jak już chce użyć jakieś aparatury typu rzutnik, to się jeszcze sprzęt popsuje i będzie z 30 minut próbował go naprawić, albo jakoś włączyć, bo przecież on MUSI nam to pokazać. Doliczmy jeszcze pogawędki o czymkolwiek, bądź jakieś ploteczki. Tak to ja mogę studiować! 🙂

To na razie tyle! Widzimy się niedługo i będzie już o wiele bardziej rozrywkowo. A presto!  🙂

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Dzień Dobry Erasmus oraz trochę o włoskich uniwersytetach

  1. Pingback: Plan filmowy, dyskoteka w centrum i wiele innych! | Obywatelki Świata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s