Śpiący portier, alarm pod prysznicem, historii trochę i pierwsza festa…

Dziś słów parę o pierwszych przeżyciach w tym niesamowicie zaskakującym mieście. Począwszy od śpiącego portiera, przez labirynt schodów, do festynu z flagami w tle…

IMG_20150916_112441

26 godzin podróży autobusem to jednak dużo. Zrozumiałe zatem, że człowiek po takiej drodze jest nieco zmęczony (delikatnie mówiąc) i marzy tylko o jak najszybszym położeniu się spać . Możecie sobie zatem wyobrazić moje zdziwienie, gdy podjeżdżając pod akademik  (godzina 4:32 nad ranem) okazało się, że portier… smacznie chrapie sobie w samochodzie! Pozostawiony na pastwę losu przez taksówkarza (który jednak początkowo starał się pana portiera jakoś grzecznie obudzić, ale wiadomo – praca wzywa) z dwiema walizkami, stercząc pół przytomnie przed bramą, zacząłem szukać jakiejś możliwości, aby owego portiera przebudzić. Po ponad dziesięciu minutach pełnych krzyków, machania i skakania pozostała mi tylko jedna możliwość – rzucać w auto kamykami z podłoża. No, i po następnych dziesięciu minutach… udało się! (Spokojnie, samochód nie ucierpiał! :D) Pan portier o mało co nie zabił się, wyskakując z auta i  witając mnie, ale to mniejsza… Jak już się w końcu wtoczyłem do swojego pokoju, szybko się rozpakowałem i wiadomo – ciepły prysznic. No to idę sobie pod ten prysznic, wchodzę do kabiny i się zastanawiam, gdzie tu się zapala światło. Patrzę w górę, widzę lampę, obok niej włącznik  (na wysokości 2 metrów!).  Ale z tego włącznika zwisa jakiś sznurek. ,,Jak nic to jest to!” myślę i ciągnę. Wyobraźcie sobie moje zaskoczenie, gdy zamiast światła rozległ się… ALARM!! Ja dostałem zawału, więc mogę sobie wyobrazić, co poczuli pozostali lokatorzy, którzy smacznie sobie spali (godzina 5:44). Czekając ze strachem w oczach, aż ktoś przybiegnie mi na ”ratunek” , układałem w myślach sensownie brzmiącą wymówkę. Jednak, gdy po około 3 minutach alarm ucichł i nikt się nie pojawił (a szkoda, bo liczyłem w sumie, że jakiś ratownik przybiegnie ;)), stwierdziłem, że szukam dalej, ale już za żadne skarby nie dotykam żadnego sznurka! Okazało się, że  włącznik jest przed wejściem do kabiny (!!) i, jak to typowe dla Włoch, na wysokości zdecydowanie niższej niż tej, do której byłem przyzwyczajony… Drugiego dnia dowiedziałem się od nowo poznanych ludzi, że nie jestem pierwszy i  zapewne nie  ostatni (oby!) , który zaliczył taką wtopę… ( przynajmniej wyjaśniło się , czemu nie było żadnego ratownika… Pytanie tylko, co jeżeli ktoś naprawdę będzie potrzebował pomocy?).

Jakby tego było mało, gdy kładłem się spać, okazało się, że pościel odbiera się u dyrekcji, a że to była godzina 6:14 w sobotni poranek, to jakże byłem szczęśliwy na myśl, że czekały mnie dwa noclegi w ubraniach. Dyrekcja wiedziała o dacie i godzinie mojego przyjazdu. Ba! Sami mnie zapewniali, że mogę przyjechać o dowolnej godzinie, czy to w dzień, czy to w nocy, i że wszystko będzie gotowe. Jak widać termin ,,gotowy” to we Włoszech płynne pojęcie…

IMG_20150908_133447

Wybrawszy się na samotne zwiedzanie miasta co chwilę wpadałem albo w zachwyt, albo w niemałe zdumienie z powodu napotykanych widoków. Oto jedna z ciekawszych rzeczy jaką udało mi się zobaczyć…

Snapchat-7749565448579230301

Czyż nie wygląda fajnie? 😀 Taka tam mała, drobna, kolorowa rzecz, ale no nie powiem , powoduje uśmieszek na twarzy. Jak miło, że ktoś dba o to by Domcio rączek sobie nie pobrudził. Dziękuję!

Wracając do schodów… Perugia to miasto położone w górach (wprawdzie nie są to jakieś tam tysiączniki, ale no, wspinać się trzeba!). Także człowieczek wspina się na górę i się wspina, a na szczycie co? Schody! No, to człowiek wspina się jeszcze raz, po to tylko by zaraz zacząć schodzić! Cudnie! I po co chodzić na siłownię jak miasto oferuje gimnastykę za darmo?! ISTNY RAJ!

Snapchat--8493283404729042243

A gdy już człowiek wejdzie, zejdzie i tak razy paręnaście, to nagle zdaje sobie sprawę, że sam nie wie, gdzie jest. No, ale właśnie dzięki temu odkryłem bardzo ciekawą ulicę – Corso Bersaglieri. Urokliwa, wąziutka (O, właśnie! Wspominałem już, że prawie każda ulica tutaj  jest bardzo wąska? Podziwiam Włochów za to, że dają radę tu jeździć! Ja wysiadam od samego patrzenia…), oczywiście wspinająca się i kręta! Ale co daje jej takiego uroku? Flaga! A konkretnie całe mnóstwo! Małe, mniejsze, wielkie, większe. Jak się później okazało, flagi wisiały z okazji festynu, który na owej ulicy się odbywał. Wprawdzie flagi wiszą do dzisiaj (jest ich jednak trochę mniej) – może zostały, aby ulica dalej miała swój urok, albo z prostej skłonności Włochów do nie przepracowywania się ;). O resztę dba wiatr, który tutaj jest dość porywisty i częsty.

IMG_20150912_110131

IMG_20150913_000631

IMG_20150913_000847

Zapewniam, że to nie wszystko, co się tutaj dzieje, ale spokojnie – o wszystkim opowiem w odpowiednim czasie 😉

PS: Oto kilka innych, fajnych widoczków 🙂

IMG_20150911_144613

IMG_20150914_131804

Kościół San Ercolano

IMG_20150914_140427

Corso Vannucci – główna ulica w centrum historycznym, prowadząca do Piazza IV Novembre (pol. – Plac 4 Listopada) – miejsce spotkań, nie tylko studentów 😉

IMG_20150916_112504

Piazza IV Novembre 😉

IMG_20150925_181810

po prawej Basilico di San Domenico

IMG_20150922_140746

Historyczna zabudowa centrum

IMG_20150916_121523

Na razie to tyle! Pamiętajcie, aby będąc we Włoszech nie ciągnąc bez powodu  za żadne wiszące sznurki w toaletach, prysznicach etc.

A presto! 🙂

Advertisements

Jedna uwaga do wpisu “Śpiący portier, alarm pod prysznicem, historii trochę i pierwsza festa…

  1. Pingback: Plan filmowy, dyskoteka w centrum i wiele innych! | Obywatelki Świata

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s