Oslo’s essentials (1/2): clothes

Moda, ubrania, trendy, wybiegi, czerwone dywany. To, co nosimy na sobie czasem potrafi zdefiniować, jaką osobą jesteśmy, choć nie zawsze reguła ta znajduje zastosowanie. Czasami nie przejmujemy się w ogóle, jak wyglądamy – chcemy, aby było nam zwyczajnie wygodnie.

DSC_0798

Opowiem Wam o czymś pół żartem – pół serio. Przenieśmy się na moment pół roku do tyłu, do momentu, gdy jeszcze mieszkałyśmy w Oslo. Jest coś, co żartobliwie nazwałyśmy z Asią „norweską stylówką”. Gdy przyzwyczajałyśmy się w pierwszych dniach powoli do tego, że krajobraz – a co za tym idzie – ulice, nie są płaskie, a wznoszące się i opadające, obserwowałyśmy cały ten nowy dla nas świat.

Styczeń 2015

Joanna Wojciechowska wybiera się do kraju skandynawskiego na studia. Jeszcze nigdy tam nie była. Wiadomo, że będzie zimno, więc zabiera (o, zgrozo! to nieszczęsne) futro i długą, czarną kurtkę zimową. Lubi dobrze wyglądać, kobieco, więc pakuje śniegowce na koturnie, a na nogi czarne kozaki na obcasie (no, pasują przecież do kurtki).

Dwie Joanny wysiadają na lotnisku i na razie wszystko jest w porządku (no, prawie – może oprócz trzech walizek o łącznej wadze 50kg – klik). Po czasie znajdują się w centrum Oslo i… okazuje się, że nie jest kolorowo. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie w tym momencie siebie wtedy w całym tym futrze, kozakami na obcasie i trzema walizami. Jak ja to zrobiłam?! Nigdy więcej takiego błędu…

Bądź, co bądź, po niedługim czasie okazało się, że buty na obcasie nie są przyjazne. Nawet te na koturnie. Na szczęście w dwa-trzy tygodnie później dostałam w paczce z Polski nowe buty na płaskiej podeszwie. I od tamtej pory zaczęłam rozumieć, czym jest nasza „norweska stylówka”.

Nie pamiętam, czy kiedykolwiek widziałam na ulicy (nie licząc klubów nocnych, choć tutaj też nie zauważałam tego często) Norweżkę, bądź po prostu mieszkankę Oslo, w butach na obcasie. Spódnice? Rzadko. Spódniczki? Dopiero, gdy robiło się cieplej. W dodatku obuwiem, które panie zakładały najczęściej do dwóch wcześniej wymienionych części garderoby były trampki, bądź inne buty sportowe. Co więcej – nie wyglądało to jakkolwiek źle! Nikt nie silił się na elegancję – ważne, aby było funkcjonalnie i wygodnie. Okej, no to spróbujmy – zaczęłyśmy wdrażać ową filozofię do naszych garderób.

Co uznałyśmy za „essentials” to mniej więcej:

  • kurtka parka
  • długi sweter

sweterek

  • długie spodnie z nogawkami podwiniętymi na znaną u nas „modę dla powodzian” (sprawdza się genialnie, gdy pada!)
  • minimalistyczna koszulka
  • trampki/buty sportowe
  • mała torebka/torba płócienna
  • nazwany przez nas „bajglem” koczek z tyłu głowy przy rozpuszczonych włosach

bajgiel

Oto efekty!

Oslo's essentials asia Oslo's essentials ja

Kiedy wróciłyśmy w maju do Polski, wciąż stosowałyśmy tę zasadę wygody. Gdy więc spotkałyśmy się na lotnisku w Łodzi w czerwcu, aby polecieć na pięć dni do Oslo w ramach egzaminu, przywitałyśmy się śmiechem i słowami: „Ooo, widzę, że masz na sobie >>norweską stylóweczkę<< !”.  A teraz tradycję tego ubioru kontynuujemy w jeszcze bardziej górzystej Voldzie.

Pamiętajcie tylko, że to, co dziś Wam opowiedziałam, mówiłam z przymrużeniem oka, nie aspiruję na pewno do miana „blogerki modowej” (o, nie, nie, nie…) 😉

Jeśli chcecie się przekonać, że to, co powiedziałam, jest prawdą zajrzyjcie na tę stronę: KLIK. Tekst jest po norwesku, ale polecam obejrzeć filmik 🙂

A Wy jesteście bardziej za elegancją, czy wygodą?

Pozdrawiam! 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s