Ibiza, Nike, diadem…  Jestem w Norwegii


Już jestem w Norwegii. Ale ostatnio moje życie wpadło na szósty bieg (i nie chciało z niego zjechać) i było przepełnione zdecydowanie za dużą ilością stresu. Teraz zwolniłam, ale okazuje się że przeszłam na jakiś trudny do zdefiniowania, do tej pory mi nieznany, system włoski. I hiszpański chyba też. Tak, to zdecydowanie musi być połączenie tych dwóch stanów. Wyjaśnia to pewnie moje opóźnienie czasowe. Bo właśnie dopiero dzisiaj zamieszczam podziękowania za tak wspaniałe pożegnanie, które odbyło się… w Noc Sylwestrową. (To wyjaśnia również moją nagłą aktywność na facebook’u – publikacja zdjęć z przyjęcia).
Tak, zapraszam teraz wszystkich do cofnięcia się ze mną o 9 dni. Jest 31 grudnia i trwają właśnie przygotowania do niezapomnianej imprezy – New Year’s Eve nad Fiordem. Miejsce: oczywiście mój dom. Liczba osób: w ostatecznym rozrachunku to chyba około 43 osób, ale nie jestem tego już taka pewna 🙂 Za fiord oczywiście służyło oczko wodne w moim ogrodzie. Ha, przecież musiał być jakiś element zaskoczenia. Nie same oczywistości. O godzinie 19:30 mieli zacząć schodzić się wszyscy goście. Ja, gospodyni wieczoru, wyszłam z kuchni piętnaście minut przed… 19. Przede mną było całe ubieranie się, czesanie i malowanie. Wszystkie Panie, które kiedyś przygotowywały przyjęcie na pewno rozumieją mój ból. Ale co tam, nie ma rzeczy niemożliwych do zrobienia. Pierwsi goście pojawili się o godzinie 19 – dziękuję Michaś&Justyna. Spokojnie, byliście i tak najsympatyczniejszą parą wieczoru 🙂 Na szczęście kolejni goście dbali o siebie nawzajem. Zapoznawali się, wymieniali komplementy i pili swoje pierwsze drinki. I tutaj najważniejszy punkt programu. Mój brat! Najlepsza pomoc pod słońcem. Organizator nawet lepszy ode mnie (jeżeli jest to możliwe). Wszystko przygotował, o wszystko zadbał, zintegrował gości. Przygotował najlepszy pokaz fajerwerków jaki był możliwy. I jeszcze robił najlepsze drinki. A wtórował mu z równą gracją niezastąpiony Paweł! Merci beaucoup. Wydaje mi się, że wszyscy się dobrze bawili. Jedzenia ani picia nie zabrakło, a o to Asie się najbardziej martwiły. Wytańczyliśmy się i wygadaliśmy na całego – do bardzo wczesnych godzin porannych, wręcz nieprzyzwoicie wczesnych.
Dziękuję wszystkim za stworzenie tak niesamowitej atmosfery!
Agnieszka, Magdalena, Łukasz i Jakub
Anna&Andrzej, Asia, Karolina, Mateusz, Paweł,
Ania, Zuzanna, Ania i Krzysia
Kamila&Przemek, Michał&Justyna, Magdalena&Maciek
Ola i Ania
Paweł, Sebastian i Kasia
Mateusz i Artur
Nadia i Julcia
Jednak największe podziękowania należą się Temu-Małemu-Pozytywnemu-Promyczkowi! Oczywiście, mojej siostrze Julci. Niezastąpiona pomoc i wsparcie! I cóż za wytrzymałość, do samej 8 rano 🙂
A teraz przyszedł czas na wyjaśnienie tajemniczego tytuły tego posta. Pisząc tę wiadomość nie mogłabym zapomnieć o szczególnym pożegnaniu, które dostałam od szczególnych przyjaciół. Już zapewne po tytule te osoby się domyślają, o kogo chodzi. Dobrze, po kolei.
Ibiza symbolizuje T-shirt ze zdjęciami (niektórych nie powinnam pokazywać publicznie). 
Dziękuję Ania, Ada, Asia i Karolina
Diadem nie jest niczym innym jak prawdziwym królewskim klejnotem, który ma mi przypominać o zachowaniu pogody ducha. 
Dziękuję Madzia
Nike, czyli rękawiczki i opaski do biegania, żebym nie zapomniała o keeping fit zagranicą. 
Dziękuję Aguś
P.S. Tylko zapomniałam o grupowym zdjęciu. Poprawię się za rok 🙂
Do jutra!

– A. z zasypanej Voldy
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s